Minął już tydzień,od tamtego wyczynu z klejem. Nie mogłyśmy jednak zapomnieć , tego co było napisane na ściane: ,,TO DOPIERO POCZĄTEK" .Przez ten cały tydzień chodziłyśmy jak na paluszkach. Omijałyśmy Nicole szerokim łukiem, tak samo jej dom.Nic złego się nie wydarzyło.Miałyśmy jednak, co do tego pewne obawy. To było dość podejrzane. Robi nam w domu straszną demolkę i nam grozi,a później nic się nie dzieje. To sprawiało, że bałam się coraz bardziej,ale pomyślałam, że to właśnie chciała osiagnąć. Wywołać u nas strach. Powiedziałam sobie jednak, że nie pozwolę sobie na to. Będę szczęśliwa , choćby nie wiem co. Miałyśmy właśnie próbę taneczną przed pokazem mody. Organizatorzy tej uroczystości stwierdzili,że jeśli my tam będziemy, to więcej ludzi będzie chciało przyjść. Padałam z nóg. Miałam dość. Choreografia nie należała do najłatwiejszych, a my już tak ćwiczymy od 16.00 . Czyli już prawie dwie godziny. Kiedy nareszcie ogłosili, że na dzisiaj koniec i możemy iść do domu, odetchnęłam z ulgą. Byłam dziś bardziej wyczerpana niż kiedykolwiek. Nieźle ode mnie śmierdziało potem i miałam zakwasy. Jęknęłam na myśl, że umówiłam się dzisiaj z Mike'm na bieganie. Cholera. ,,Dasz radę Jade. To tylko pół godziny" -mówiłam sobie. Jechałyśmy naszym jeep'em ( tak jeep'em) do domu. Ja miałam prowadzić, ale gdy dziewczyny zobaczyły jaka jestem wykończona, postanowiły, że Jesy pokieruje.
-Mam dość -jęknęłam.
-Uwierz mi wszystkie mamy dość -powiedziała Perrie z tylnego siedzenia.
-Kurde. Zapomniałam -powiedziała Leigh Anne i pacnęła się ręką w czoło.
-O czym? -zapytała Jesy.
-Miałam zrobić zakupy -odpowiedziała.
-To pojedziemy wszystkie -odparła Perrie.
-Ja nie mogę. Umówiłam się z Make'm na bieganie-odpowiedziałam.
Właśnie zaparkowałyśmy pod domem.
-Trudno. To pojedziemy we trójkę-westchnęła Perrie.
Weszłyśmy do domu i szykowałyśmy się. Gdy łazienka była już wolna, wzięłam gorący prysznic. Woda przyjemnie muskała moją skórę. Jakieś pięć minut później usłyszałam pukanie do drzwi.
-To my jedziemy. Trzymaj się -powiedziała Perrie.
-Okej. Pa.-odpowiedziałam.
Zostałam sama. Wytarłam się ręcznikiem, włożyłam dres, chwyciłam telefon i kluczyki i wyszłam z mieszkania. Kierowałam się na nasze miejsce spotkań. Nagle ni z tąd, ni z owąd otoczyli mnie chłopcy z pałkami. Byli wyżsi ode mnie. Oho. To już po mnie. Nie rozumiałam co tutaj robili, przecież to była spokojna okolica. Bałam się. Bałam się okropnie. Być może to były moje ostatnie sekundy życia. Najpierw dostałam cios w brzuch, później w rękę, a na samym końcu ktoś walnął mnie w oko. Zatoczyłam się do tyłu. Strasznie bolało, a świat wirował wokół mnie. Właśnie jeden z chłopaków wymierzał kolejny cios, gdy za ich plecami ktoś krzyknął: -Ej! Zostawcie ją! Znałam ten głos. Ulżyło mi. To był Mike. Chłopcy udawali, że nie słyszą i mierzyli do mnie z pałek w głowę. Może i by im się udało, gdyby nie to, że Mike znał sztuki walki. Jednym kopniakiem powalił dwóch, z pięści dostali kolejni dwaj, a innych nie musiał bić, bo się go najwyraźniej przestraszyli chwycili swoich kumpli i uciekli. Łzy same mi ciekły po policzkach.Rzuciłam się w ramiona mojemu wybawcy. Gdyby nie on, już by mnie nie było.
_________________________________________________________________Hejo! :D Oto jest pierwszy rozdział. Chciałam Wam podziękować za komenty pod prologiem, dzięki Wam mam siłę pisać tego bloga :D Tak, że dziękuję wszystkim moim czytelnikom , ILY ♥